Wydarzenie

SPISEK SMOLEŃSKI – scenariusz i reżyseria Lech Raczak

http://scenarobocza.pl/pl/bilety

scenariusz i reżyseria: Lech Raczak

muzyka: Paweł Paluch

kostiumy: Ewa Tetlak

występują: Halina Chmielarz, Małgorzata Walas-Antoniello, Wojciech Siedlecki, Janusz Stolarski, Paweł Stachowczyk

Każdy z nas pamięta i zapamięta na zawsze 10 kwietnia 2010 – dzień smoleńskiej katastrofy. I dni następne – zbiorowe, narodowe przeżycie żałoby przeradzające się wkrótce w narastanie sporów, swarów, kłótni, aż po eksplozję wyzwisk, oskarżeń, insynuacji , roszczeń, jątrzenia, przekleństw przeplatanych modlitwą, politycznych agitek, zawodzeń i wrzasków, płaczu przechodzącego w warczenie i szczekanie. Jakby dostojny pogrzebowy orszak przepoczwarzał się w plemienną obławę, polowanie z psami i nagonką. Głównym totemem tego niezwykłego i pierwotnego obrzędu na centralnym placu nowoczesnej europejskiej stolicy stał się otoczony cmentarnymi zniczami katolicki krzyż. Wielu z nas, Polaków, którzy usiłują racjonalizować fatalny splot katyńsko-smoleński, nie jest w stanie odsunąć emocji. Powstało już na ten temat kilkanaście książek, o filmowych i prasowych wypowiedziach lepiej nie mówić. I wszystkie nabrzmiałe są od uczuć. I pełne żałobnych rytuałów. Ich dalekim źródłem stają się „Dziady” Mickiewicza. Tak na rytuał odpowiada się rytuałem lub opisem rytuału. Podejrzewam, że narodowo-romantyczne interpretacje smoleńskiej tragedii prowadzą wciąż z powrotem: w bagienne mgły. Tekst o katastrofie smoleńskiej i jej konsekwencjach musiałem napisać. Ze złości. Nie mogłem znieść wycia cmentarnych hien , silnych poparciem ludzi zmanipulowanych przez politykę, zagubionych w perfidnie niezrozumiałej nowoczesności , którym światło grobowego znicza jawi się jako pewna lampa kierunkowa. Pisząc odzyskiwałem równowagę, a nawet dobry humor. Miewałem nawet poczucie, że w fotelu obok chichocze życzliwie Franciszek Rabelais, a w kącie, mały jak mysz Alfred Jarry powtarza zdanie, którego nie mógł wymyślić żaden Polak, i którego nie da się z wiarą i serio powiedzieć po polsku: „Kocham Polskę, bo tam żyją Polacy”. Scenariusz skończyłem pisać na początku maja 2011. Wyleczył mnie ze złości, przepędził złe duchy. Niestety Rabelais z Jarrym też się gdzieś zapodziali. A tekst skończył „w szufladzie”. Kiedy jednak zobaczyłem po dwóch latach w telewizji jak poseł Macierewicz przy pomocy aluminiowych puszek po napojach (zamiast wina) i pękniętych parówek (zamiast chleba) , z poparciem katolickich hierarchów czaruje, szamani, odprawia smoleńskie rytuały, uznałem, że moje prywatne egzorcyzmy trzeba zakończyć publicznie. Odszukałem zapomniany na dwa lata plik w komputerze… I tak powstało to przedstawienie (premiera 26 lutego 2014)… Mijają kolejne lata. A żałobny rytuał wciąż zatruwa życie społeczne, chwilami przepoczwarzając się w polowanie z nagonką.

Lech Raczak

designed by teslathemes